Polski samolot pasażerski

Polski samolot pasażerski

#1
Na początku las 60-tych zespół pod kierownictwem inż. Tadeusza Sołtyka opracował projekt samolotu pasażerskiego. Nie wiem czy maszyna była produkowana seryjnie. Czy ktoś wie może o jakiej maszynie mowa? Serdecznie dziękuję za wszelką pomoc.
Pozdrawiam

Polski samolot pasażerski

#2
Podejrzewam, że może chodzić o projekt samolotu TS-15 Fregata. Wzmiankuje o nim Andrzej Morgała w książce "Polskie samoloty wojskowe 1945-1980" (s. 428 i n.). Oto co pisze:

"Po zakończeniu prac projektowych nad samolotem TS-11 Iskra zespół płatowcowy, kierowany przez prof. mgr inż. [tak w oryginale - sic!!!] Tadeusza Sołtyka, opracował w OKL przy WSK Okęcie kilka projektów ofertowych, m. in. projekt szkicowy szybkiego samolotu służbowego TS-15 Fregata. Maszyna mogła zabierać w wersji pasażerskiej 12 podróżnych, a w transportowej ładunek o masie 1500 kg. Napęd miały stanowić dwa silniki SO-1 [tj. takie, jak zastosowane w Iskrze - przyp. P. T. Sz. ]. Projektowany samolot odznaczał się efektowną nowoczesną sylwetką: skrzydłami o silnym skosie, usterzeniem Rudlickiego [zw. też motylkowym - przyp. P. T. Sz.] oraz silnikami usytuowanymi w tylnej części kadłuba."

Ani słowa o losie projektu, a raczej o przyczynach, dla których spotkał go taki los, a nie inny. Prawdopodobnie i tu mieli coś do powiedzenia "towarzysze radzieccy".

W/w notce towarzyszą rysunki: wizja artystyczna samolotu w locie, i rysunek w trzech rzutach. Całkiem zgrabnie prezentuje ta Fregata: dolnopłat, skrzydła o 40-stopniowym skosie (jeśli wierzyć szkolnemu kątomierzowi, którym się posługuję), usterzenie w układzie V, "wyrastające" niejako z gondol silnikowych usytuowanych w tyle kadłuba. Rysunki pozbawione są skali, trudno więc oszacować rozmiary, chyba że ktoś pokusi się o snucie domysłów na podstawie przypuszczalnej wielkości np. iluminatorów.

I to by było na tyle.
P. T. Sz.

Polski samolot pasażerski

#3
Właśnie o tę maszyne mi chodziło! Serdecznie dziękuję. Zdecydowanie na tym forum znaleźć można najlepszych specjalistów w internecie!
Pozdrawiam!

Re: Polski samolot pasażerski

#6
Cześć!

Na stronie Stowarzyszenia Młodych Inżynierów Lotnictwa (niestety ostatnio mało aktywna) http://www.smil.org.pl/ptl/?id=wyklady znajdziecie arcyciekawy zbiór materiałów dotyczących polskich konstrukcji lotniczych. Co prawda nie ma tam informacji o „Fregacie”, ale jest szereg materiałów o innych konstrukcjach omawianych na naszym forum.

Pozdrawiam i życzę miłej lektury.
Witek

Re: Polski samolot pasażerski

#7
Pamiętam że jak rozpoczynałem pracę w I.L. początek lat 70-tych, /Ośrodek BS, / , starsi Koledzy opowiadali; pilot po wyjściu z kabiny, rzucił hełmofonem o ziemie i powiedział , "oj Misiu, Misiu , kakoj chryń tiebie zdjełał.
gmv

Re: Polski samolot pasażerski

#8
To był Miś na miarę naszych chudych powojennych możliwości. Samolot ze słabieńkimi silnikami z poniemieckich zapasów. Samoloty konstrukcje przedwojenne, miały nowocześniejszą konstrukcję od CSS-13 czy Jak-12. Trampoliną technologiczną była rodzina LIM. Zresztą kłopoty które mieliśmy przy przeróbce LIM-5 na maszynę szturmową, obrazują jak to jest z geniuszem polskiej myśli technicznej.
Po prostu bylismy za mali żeby sobie poradzić ze zrobieniem czegoś sensownego. Apogeum niemocy przypadło na temat I-22. Póżniejsze Skorpiony, Piranie i niedorzeczne Kruki z UB-32 to tylko mżonki o potędze.
Tak na marginesie, to EADS PZL wyciąga ze śmietnika Kruka i wznawia jegfo produkcję. Niesprzedawalne Sokoły i M-28 zaczęły się nagle sprzedawać. Da się? Da... Tylko szkoda że to już nie jest Polski przemysł i kasa leci gdzie indziej.
Michał.
Ostatnio zmieniony 17 gru 2011, 21:45 przez nurek, łącznie zmieniany 1 raz.

Re: Polski samolot pasażerski

#9
Widzę ze, Kolega zna sprawy"powietrza",
Postaram się założyć , wątki AN-28, I-22, i o "zgrozo!!
" SKOT-a", Wszystko w temacie ściśle silnikowym, o ile Modowie Pozwolą!
gmv

Re: Polski samolot pasażerski

#10
Cześć!
Ja bym tak łatwo nie wrzucał do jednego worka projektów takich jak „Pirania”, „Skorpion” z „Irydą” czy choćby Lim-5M (Lim-6, Lim-6bis).
Analizując polskie zakończone niepowodzeniem prace konstrukcyjno-badawcze, należy podzielić je na trzy podstawowe grupy:
− pierwsza grupa – projekty nieprzemyślane, na które nie było realnego zapotrzebowania i powstały jedynie, jako utopijna mrzonka biura konstrukcyjnego lub nawiedzonego tzw. „działacza gospodarczego” (czyli towarzysza zajmującego ważne stanowisko w resorcie lub w organach decyzyjnych) – obecnie dla uzasadnienia potrzeby powstania często nazywane „demonstratorami technologii”,
− druga grupa – projekty zamówione przez MON, które nie zostały wystarczająco dokładnie sprecyzowane na etapie wstępnym i ich WTT są stale zmieniane przez zamawiającego oraz projekty, dla których WTT przygotowano w oparciu o błędne analizy tendencji rozwojowych i potrzeb sprzętowych wojska,
− trzecia grupa – projekty przemyślane i wynikające z realnych potrzeb (co wcale nie oznacza, że zostaną zrealizowane).
Właśnie wymienione powyżej projekty „Pirania” i „Skorpion” (z innej beczki również „Sopel” i „Stalagmit”) należą do pierwszej grupy. Drugą grupę reprezentuje między innymi PZA „Loara”, którego WTT powstały w oparciu o założenia analogiczne do tych przyświecających w 1965 r. twórcom niemieckiego „Geparda” – panowie z MON-u nie zauważyli, że od tego czasu na polu walki coś się zmieniło. Trzecią grupę stanowią takie projekty jak np. „Iryda”, „Turkus-2”.
Zupełnie inną kwestią są uwarunkowania polityczne, ale w tym wypadku twierdziłem i będę twierdził, iż głupota naszych decydentów (tych poprzednich z PRL-u i obecnych, niezależnie od koloru sztandaru, pod którymi dumnie maszerują) była i jest czynnikiem decydującym, ale niedającym się w żaden sposób prognozować. Właśnie z powodu wszechogarniającej głupoty wiele bardzo obiecujących programów badawczych i konstrukcyjnych zostało przerwanych pomimo osiągniętych wyników. Ci poprzedni tłumaczą się naciskami z ZSRR (chociaż w większości wypadków ich nie było, albo nie były decydujące), a obecni nową koncepcją Sił Zbrojnych RP – armia mała (w domyśle bardzo słaba) przeznaczona do działań bojowych w środowisku (i tu trzy słowa wytrychy – nikt nie potrafi ich dokładnie zdefiniować, ale wszyscy mądrze przytakują głowami) asymetrycznym, sieciowym i zintegrowanym. Tworzymy kolejne dowództwa połączone, dowództwa specjalne, sztaby korpusów niedowodzące żadną jednostką bojową, itp., a jednocześnie likwidujemy kolejne jednostki bojowe - dzięki czemu nasza armia rośnie w siłę a generałom i urzędnikom MON żyje się dostatniej. Z utęsknieniem czekam, kiedy nasz MON ogłosi, że utworzono Dowództwo Działań Kosmicznych.
Ale wracając do zasadniczego tematu, podczas realizacji prac badawczo-konstrukcyjnych trzeba pamiętać również o pewnych niepisanych zasadach, które niestety mają realny wpływ na ich przebieg. Podstawą jest tzw. „zasada nieoznaczoności prac badawczo-konstrukcyjnych”, która określa relacje między następującymi elementami:
− nakładami finansowymi na realizację projektu,
− czasem realizacji projektu,
− zgodności otrzymanych wyników z założeniami początkowymi.
Zgodnie z powyższą zasadą, jeżeli precyzyjnie określimy dwa z ww. elementów, to trzeci z nich nie daje się określić w żaden sensowny sposób. Zatem jeżeli chcemy osiągnąć 100% zgodność wyników prac badawczo-konstrukcyjnych ze wstępnymi założeniami oraz mamy ściśle określony czas na realizację tego celu, to nigdy nie będziemy potrafili określić kosztów związanych z projektem. Każde szacunki dotyczące finansowania badań będą w rzeczywistości nietrafne i zapewne realne koszty będą zdecydowanie wyższe niż te, które sobie założyliśmy. Jeżeli określimy czas i pieniądze, to nie możemy zagwarantować osiągnięcia założonego celu. Natomiast w przypadku określenia kosztów i celu, nie uda się nam określić czasu na jego realizację.
W wielu przypadkach nie bacząc na powyższe zasady rozpoczyna się realizację jakiegoś projektu nie posiadając odpowiedniego zabezpieczenia finansowego. W efekcie prowadzi to do nadmiernego rozciągania w czasie realizacji projektu, co z kolei zachęca do wprowadzania zmian w założeniach. Powstałe nieuchronnie zamieszanie powoduje, iż nikt nie potrafi określić kosztów niezbędnych do dokończenia projektu, ani czasu jego realizacji, a zlecający na ogół już stracił zainteresowanie (zmieniła się koncepcja) i szuka pretekstu do jego zamknięcia. Właśnie tak było z „Irydą”, która jak pokazują obecne problemy z zakupem samolotu szkolnego i szkolno-bojowego, była potrzebna.
Dlatego nie można wszystkich projektów pakować do jednego pudła i naklejać im etykiety „geniusz polskiej myśli technicznej”. To, że nie potrafimy zrobić czegoś sensownego, obecnie nie wynika z braku utalentowanych konstruktorów, projektantów, technologów, badaczy, itp. (w okresie powojennym faktycznie ich brakowało - wielu zginęło, inni zostali na zachodzie, a jeszcze inni, jako „wrogie elementy” nie mogli pracować zgodnie ze swoimi kwalifikacjami), ale z bezkresnego morza głupoty i polskiej bezinteresownej zawiści, chamskiej pazerności, stawiania małych prywatnych interesików nad dobrem ogólnym.

Pozdrawiam
Witek